Depresja moja
depresjamoja.blog.interia.pl
<< Październik 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031
Księga gości
 
O mnie
depresjamoja
Słówko o mnie
Zamknięta w sobie,znikam w swojej chorobie od 4 lat,choroba która zmieniła moje życie- depresja.(17) Jeżeli już ktoś natrafił na mój blog, proszę o komentarz
Zobacz mój profil
Notki
Koniec ...? 2006-11-08
Długo nie pisałam, nie miałam nawet sił i myśli aby spoić wszystko w jedną całość.Przestałam prowadzić blog...Teraz jestem jak nowo narodzona..czuję się zupełnie inaczej.Chodzę na wizyty z psychologiem i chociaż nie sądzę, aby to dawało jakieś skutki.Uważam, że to wszystko mogę zawdzieczać sobie, wyleczyłam się w jakiś spósób sama.Zawsze, gdy potrzebowałam kogoś nikogo nie było, wszyscy przechodzili obok mnie obojętnie, czułam się niepotrzebna, nikt nie dostrzegał że ze mną coś nie tak, nikt mi wtedy nie pomógł.Teraz staram się sama wszystko uporządkować, szukać sensu życia, sama sobie pomagać.Zawsze, gdy potrzebowałam pomocy, nie otrzymywałam  jej, ztego powodu mam jeszcze głęboko w sercu żal do innych..ale staram się o tym nie myśleć, żyć dalej z podniesioną głową.Zawieram jak najwięcej znajomości, by nie czuć się samotna, i żyć a nie istnieć;) Nigdy bym nie pomyślała, że jeszcze kiedyś na mojej twarzy pojawi się prawdziwy uśmiech, a nie wymuszony.Wyszłam z tego i teraz staram się pomagać innym, którzy są na skraju życia i śmierci....
Wierzę, że życie warte jest, aby je przeżyć... 2006-06-07
Lepiej używać swego rozumu na znoszenie niedoli, które na nas spadły niż na przewidywanie tych, które mogą się przytrafić.Ostatnimi czasy moje myśli trochę zaszły za mgłe, ale nadal jest mi ciężko.Najbardziej boli mnie fakt , ze nie ma obok mnie zaufanej osoby, z którą mogłabym szczerze porozmawiać.Jest mi ciężko, nie daje rady ze swoimi sprawami.Jest mi ciężko powiedzieć co czuję, bo czuję jakbym była w kołowrotku moje myśli stale się zmieniają, nasilają,a potem jak po deszczu tęcza znowu przychodzi czas spokoju i wyciszenia.Niedawno natrafiłam na jednym z forum dziewczyna pytała o sposoby popełnienia samobójstwa..hh..co do tego to moje zdanie jest przeciwne.Owszem nie chce mi się żyć i nie widzę sensu, jednye co przewiduje to długą drogę w przeszłość z moimi myślami, które nigdy się nie skończą.Ale wiem, że stchórzyłabym na samym starcie.Nie mogłabym tego zrobić.Już sam widok krwi jest odrażający, a efekt bolesny.Wiem, ze trudno jest walczyć z tymi myślami.Po długim czasie uporania się z nimi postanowiłam zgłosić się do psychologa.Obecnie chodzę na terpaię do psychologa i psychiatry, z tego względu, że moje problemy są tak mocno nasilone.Szczerze mówiąc nie widzę żadnych efektów terapii półrocznej.Ale bynajmniej mam świadomość, że jest ktoś kto chociaż trochę wykazuje chęci do tego, aby mi pokazać świat z innej strony.Zastanawiające jest, że wciąż rośnie liczba osób z myślami samobójczymi, coraz więcej podejmuje w tym kierunku działania.Próbuje sobie odebrać życie, nie licząc się z konsekwencjami. Może i pozwoli to skończyć z tym wszystkim.Ale nie warto, bo przecież można jeszcze tylu pięknych rzeczy doświadczyć w życiu, tak wiele zobaczyć.Nie raz uważałam, ze gdybym ze sobą skończyła to inni by się cieszyli, może świat stałby się weselszy, a i tak nikt by nie zauważyłam że mnie nie ma.Bardzo często za takie myślenie jest karana sama osoba cierpiąca, dlatego np. ze użala się nad soba, jest zapatrzona jedynie w siebie i swoje problemy.A przecież one skądś się wzięły, większość z nich wynika z relacji społecznych i rodzinnych.Ludzie za mało okazują sobie uczuć, człowiek dochodzi do wniosku że nie jest nikomu potrzebny.Moim zdanim to tylko i wyłącznie wina drugiego człowieka, że nie umie dostrzec potrzeb u innych.Wiem, że gdyby nie rodzina oraz społeczeństwo, w którym się rozwijałam byłabym sobą i cieszyła się życiem.Ale nie warto nic robić bezmyślnie i nawet gdyby miało to dać satysfakcję innej osobie nie warto.Lepiej żyć na złość, tym którzy nas nienawidzą...
2006-05-27

I znów to samo...ból,smutek,przygnębienie,już nic nie ma sensu.Nawet nie chce mi się tego przelewać tego co czuję.Już nie daję rady i chyba nikt nie ejst w stanie mi pomóc, bo skoro człowiek musi sam sobie pomóc, a lekarz ma być tylko drogowskazem.Depresja-stan umysłu.To my tworzymy i układamy nasz świat, jedno jest pewne że zawsze ktos nam w tym pomaga.Zastanawiam się dlaczego to ja muszę być ofiarą życia i ludzi.Chcę, by moje zycie się wreszcie zmieniło, szukam pomocy wszędzie gdzie się da, ale co z tego jak znowu powraca,te myśli, ból..to wsyztsko jest już nie do zniesienia.Już nie umiem, bo to za ciężkie.Uginam się pod tym wszystkim.Problemy są za duże jak na moje barki, a ja ciągle ich szukam.Już nie czas na szukanie przyczyn...już za późno.Czuję w sobie ogromną złość, nienawiść do życia, do ludzi i siebie,nie umiem się wyładować. Czemu to wszytsko takie trudne?Dlaczego nie mogę mieć takiego życia jak inni?A moze oni też udają tak jak ja...by zagłuszyć problemy, dusić w sobie wszystko, po co mówić jak nikt i tak nie chce słuchać.|Każdy zapatrzony tylko w siebie.A ja zabijam się na raty, swoją miłość, a uczucia wygasają.Dlaczego czuję coś, czego tak naprawdę nie chce czuć.Kocham kogoś, a okazuję jej nienawiść.Zadaje jej to samo co ja czuję, ból i rany.Nie znoszę siebie, jestem kimś innym niż naprawdę.Może to prawda, nie potrafię być soba.Skoro rządzą mną uczucia i emocje. Staram się udawać wciąż, że jest dobrze, ale im bardziej duszę to w sobie, tym bardziej zabijam siebie...

2006-05-06
...Na linie nad przepaścią tańcz... ...aż w jedną krótką chwilę... ...pojmiesz po co ŻYJESZ!!!!...
Depresja 2006-05-06
..."Czasem zdaje mi się, ze dzień mojej śmierci byłby najpiękniejszym dniem mojego życia"... A czy ty kiedykolwiek spotkałeś się z tą chorobą?Dlaczego tak często ludzie tacy jak ja są postrzegani inaczej?Tak naprawdę to choroba zatracenia sensu życia, popadanie w beznadziejność i ciągłe uczucie smutku, samotności i odepchnięcia.Tak naprawde nikt z nas w zabieganym życiu nie myśli, że osoba najbliższa którą widzimy i rozmawiamy z nią na codzień ma takie problemy, których nie potrafi już uniesć, a ty właśnie mógłbyś jej podać dłoń.Czy czasem nie jest tak, że udajesz że nie widzisz cierpienia drugiego człowieka i idziesz dalej?Być może osoba którą dobrze znasz ma problemy o których nawet nie wiesz.Już chyba do końca życia będe miała pretensje, że nikt nie widzi jak cierpie jak codzinnie wieczorami wylewam łzy.Co prawde robię to tak by nikt nie widział, by nie zauważył moich podkrążonych i zaczerwienionych oczu.Mam już tego dosyć,nie chcę ciągle oszukiwać siebie i innych.Chcę by świat się o tym dowiedział, że wcale nie jest mi łatwo, że powinno mnie się traktować inaczej. I to, ze mi się nie chce do czegoś zabrać nie jest wynikiem lenistwa, ale moją chorobą, która wciąż postępuje i z którą staram się walczyć.Ale przecież tak się nie da samemu.Nie chcę lekarza, ja potrzebuję miłości,akceptacji.Chcę tylko czuć, że jest ktoś myślami przy mnie, ze codziennie chce widzieć mój uśmiech na twarzy i chcę wiedzieć że moje szczęście jest dla niego szczęściem."Nie chcę żyć,chcę istnieć".Chcę by ludzie nie postrzegali mnie inaczej niż w rzeczywistości, by sami do tego doszli kim jestem i jaka jestem, by umieli to zaakceptować.Nie jestem egoistką jestem poprostu nieśmiałą, zamknięta w sobie osobą, mam problemy z nawiązywaniem nowych kontaktów, a także z utrzymywaniem starych znajomości.Moje życie zapada się a ja czuję jakbym była pod jego gruzami-przygnieciona wszystkimi problemami.Przecież nie tak wszystko musi wyglądać, mam jeszcze czas i szanse by wszystko zmienić.Boję się to ujawnić, że jestem chora.Wiem, że trudno by było przyjąć to do wiadomości moim bliskim,pewnie nie wierzyliby i sądzili że udaje.Nikt nie zrozumie kto tego nie przeżył, a zdrowy człowiek nie zrozumie chorego.Jestem nacodzień wesołą osobą ,lubię się śmiać, czasami mam takie napady że nie umiem się powstrzymać, ale to przecież nie znaczy że moja zycie jest usypane różami, ze jest takie piękne jakby się wydawało.Prawde mówiąc staram się ukrywać chorobę, bo chcę by uważano mnie za normalną, czasami już nie mogę upadam na ziemię z płaczem i krzyczę.Nie chcę już udawać.Ludzie za mało wiedzą o tej chorobie,a ludzi dotkniętych tym uważają za "innych", ludzie zazwyczaj nie chcą mieć doczynienia z takimi osobami.Zawsze byłam o wszystko obwiniana już mam tego dosyć, nie chcę już niczego, nie potrzebuję.Chciałabym mieć kogoś z kim mogłabym porozmawiać na każdy temat. Moje życie jest straszne.Już tylko o tym myślę by zamknąć oczy i ich nie otworzyć więcej... Czuje sie ostatnio tak samotna...nie mam nikogo komu mogła bym powiedziec to co mam w głebi serca... Powiecie że są przeciesz przyjaciele ja wiem że są, ale o niektórych rzeczach nie moge powiedzieć nawet Nim...po co ich martwić, oni mają przeciesz własne życie i własne problemy...Ja będę musiała jakoś TO przerzyć...Choc każdy krok który robię jest mym następnym błędem...
Depresja 2006-05-05
"Życie to początek śmierci(...)" W tym wszystkim sztuką jest zagrać dobrze życie.Wiem, że to trudne.Czasami łatwo jest tak poprostu powiedzieć zagraj jedną kartą.W naszym życiu wiele składa się na to co jest teraz.Dużą też rolę odgrywa miłość.Tak naprawdę nie potrzebuje wiele, chcę tylko czuć się potrzebną i kochaną na tym świecie.Nie jak do tej pory odrzucna, nie akceptowana i spychana na bok.Tak naprawde nie wiem gdzie się doszukiwać przyczyny.Chyba leży to gdzieś w tym, że jestem bardziej zamknięta, mam swój świat, w którym zamykam się i borykam sama z własnymi problemami.Skutkiem tego jest właśnie to, że inni postrzegają mnie jako osobą samolubną, która nie potrzebuje nikogo,jednym słowem-egoistkę.Niejednokrotnie spotkałam się z takimi opiniami o mnie innych ludzi, którzy mnie nie znają.Tak naprawde nikt mnie nie zna.Na pozór wydaje nam się, że znamy człowieka tyle lat i wszystko o nim wiemy, a jednak nie znamy go w ogóle, jednak tylko wtedy uświadamiamy to sobie gdy nas zaskoczy.Doszłam do wniosku że nie warto zadawać sobie ciągle pytania:"Dlaczego ja?"Bo tak już musi być.Nieprawdą jest też, że przegrałam życie, jestem taką samą osobą jak każdy tyle, pomimo tego ze depresja to choroba psychiczna.Próbuje w życiu dochodzić sama do wszystkiego ale nie zawsze mi to wychodzi i wtedy każda porażka odbierana jest jako tragedia.Nie próbuję też nikogo prosić o pomoc, ludzie czasami też nie chcą widzieć wielu rzeczy i udają, ze nic się nie dzieje.Staram się sama "leczyć'.Przede wszystkim do wszystkiego mieć pozytywne nastawienie i myślenie.Nie przejmować się i nie zamartwiać wszystkim.Wiem, że każdy w życiu miewa doły, lecz w większości twa to krótko.U mnie depresja przejawia się już 4 rok i coraz bardziej się nasila,czasami trwa miesiącami codziennie, a czasami to tylko takie napady.Staram się z nią walczyć jak mogę ale nie da się samego oszukać.Nie da się powiedzieć, ze jest dobrze kiedy nie jest.Cierpie każdego dnia, to ciągle powraca ten smutek, żal, beznadzieja.Nadzieja odchodzi gdzieś w cień,nadzieja na lepsze jutro.Wszystko przysłaniają czarne kolory.Nieraz już nie mam siły,chcę się poddać, to silniejsze ode mnie.A potrzeba bycia kochana jest najbardziej widoczna w takich momentach.Wszystko zapisuje się gdzieś w naszej przeszłości, wszystko to co przeżyliśmy, jak nas traktowano ogólnie jakie mamy wspomnienia to wszystko ma znaczenie,wpływa na to co jest teraz i kształtuje nas w jakiś sposób.z pewnością mogę powiedzieć, że choć jestem młodą osobą wiele przeżyłam i wycierpiałam.Ból jaki kiedys mi zadano zapisał się do dzisiaj, a wszystko co kiedyś przeżyłam wspominam.Pamięta tylko ból jaki mi zadano kilka lat temu, łzy i lęk.Pamiętam podejrzliwy wzrok i gorzki krzyk, każde słowo i czyn, pamiętam wszystko i nie mogę zapomnieć, choć staram się.
Depresja 2006-05-05
To wszytsko jest takie trudne...już mi wszytsko obojętne jedyna myśl jaka przechodzi mi przez głowe to ta najgorsza.Wszytsko było tak pięknie a teraz jest tylko koszmar.Ciągle zadaje sobie pytanie: dlaczego ja?Ale pozostaje bez odpowiedzi.Nie da się tego opisać co czuje, nikt nie zrozumie.Żyję w swoim własnym świecia,zamknięta,sama a moja oczy wyblakły już od łez.Mam żal do innych dlaczego tego nie widzą, przecież to wszystko dzieje się wokół nich.A moze poprostu nie chcą widzieć?Dlaczego nikt nie może mi pomóc?Może jak się zabiję to zatęsknią...Ale co z tego jak pamięć jest ulotna a po sobie nic nie zostawie:(Życie może być piękne ale trzeba umieć z niego korzystać -no fakt.Tylko nie ja...nie wiesz człowieku co to depresja.Przychodzi nagle, niespodziewanie. Te ataki są straszne, żyję sama ze sobą we własnym świecie.Ja już tak nie chce,krzyczę , lecz nikt nie słyszy.Dlaczego mi jest tak trudno żyć,codziennie modle się zeby ten dzień był dla mnie dniem dobrym, ale tak nie jest.Nikt nie wie co czuje, jaka jestem, nikt mnie nie zna.Problemy się nasilają a ja już nie daje rady, od razu się załamuję,może poprostu nie jestem godna żyć.Czasami chciałabym zeby ktoś powiedział mi te proste słowa:"kocham Cię", chciałabym czuć że jestem potrzeban,kochana i doceniana.W dzisiejszych czasach dla normalnego człowieka zatraciło to wartość, a nie myślą o tym że ktoś na to czeka z utęsknieniem, a czasem nawet całe życie.Nikt nie powiedział ze będzie łatwo, ale nie można mieć do mnie pretensje o to jaka jestem.Przecież każdy mógł by znaleźć się na moim miejscu.Nie szukam pomocy, nie zwierzam się, ten lęk zasłąnia mi wszystko, odcina drogę na lepsze życie.Dotychczas widziałam wszystko w czarnych kolorach i widze również czarno swoją przyszłość.Czuję smutek, beznadziejność, brak własnej wartości i akceptacji.Nie czuje chęci do życia, a ochota na cokolwiek przemija szybko.Nie umiem rozmawiać z ludźmi, nic nie potrafię.Chcę być sama, bo taka byłam przez kilka lat.Nie daje sobie rady z najprostszymi problemami, nic mnie nie cieszy, czuje się nie potrzebna.Chcociaż nikt nie potwierdził mi mojej choroby,jestem przekonana że wszystko to składa się na to że jestem chora.Najgorsze jest uświadomienie sobie tego, zaakceptowanie tego nie jest łatwe a choroba ta jest na podłożu psychicznym więc nikt też nie chce się do niej przyznać.Jest mi trudno, mam zal obwiniam każdego za to że to przez nich wpadłam w ogromny dół z którego szybko nie wyjdę.Mam dwa wyjścia zabić się lub zacząć leczyć.Jak narazie nie robię kroku w żadną stronę, nie wiem jest mi już wszytsko obojętne chcę żyć, ale nie umiem. Cierpienie przerasta wszystko, nie umiem spełnić oczekiwań innych.Boję się, że ktoś się kiedyś dowie, bo sama jeszcze nie przyjęłam tego do siebie.Na poczatku były różne myśli, że ejstem wybraną osobą przez Boga itp. ale szyko uświadomiłam sobie ze to nie jest prawdą.Moje życie to jeden wielki koszmar, a ludzie powoli niszczą mnie.Udaję że jest dobrze,kiedy nie jest.A gdy już nie mogę tak dłuzej wybucham płaczem.Napady takie są często a nawet trwają miesiącami.Z chorobą tą wiąże się wiele innych m.in. to ze mam duże problemy z dojrzewaniem.Nie wiem co ze sobą zrobić.Żyję z dnia, na dzień.Czekam aż ktoś wycignie do mnie rękę.Mam w sobie wielki gniew, nienawidzę siebie i innych.Już tylko chcę zamknąć oczy i nie obudzić się...
...Po co robić cokolwiek? Po co walczyć? Po co żyć? Dla kogo?! Przecież kazano nam żyć SAMYM DLA SIEBIE!!!... Czlowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia,które ma dla innych ale i za te, które w innych budzi...
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
366
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
27
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
5
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
83
Zobacz serwisy INTERIA.PL